Laudacja dla powieści „Bóg Zero Jeden” Michała Kłodawskiego
Laudacja dla powieści „Bóg Zero Jeden” Michała Kłodawskiego przygotowana przez prof. dr hab. Dariusza Brzostka.

Fantastycznonaukowe opowieści o pierwszym kontakcie można klasyfikować według wielu kryteriów: fabularnych, tematycznych lub gatunkowych. Ja jednak najbardziej cenię sobie ich podział na teksty kameralne i spektakularne. Mistrzem tych pierwszych był Stanisław Lem, zaś ich najlepszym przykładem – jego arcypowieść Solaris – zamknięta tyleż w intymnej przestrzeni kabin stacji kosmicznej, co w sieci osobistych relacji między ludzkimi i nieludzkimi uczestnikami dramatu. Po latach zabieg ten wykorzystał także Marek Oramus w Arsenale. Jeszcze bardziej kameralny bywał w swych utworach Janusz A. Zajdel, wybierając takie fabuły, w których obecność przybyszów z kosmosu jest raczej sugerowana niż faktycznie dostrzegalna. Niedościgniony wzór ustanowili tu zapewne bracia Strugaccy, w których Pikniku na skraju drogi obcych już po prostu nie ma…
Opowieści spektakularne to z kolei niewątpliwe dziedzictwo H.G. Wellsa, którego Wojna światów ustanowiła swoisty kanon epickich opowieści o pierwszym kontakcie, wybierając w tym celu model batalistyczno-katastroficzny, rozwijany następnie przez dziesiątki naśladowców. Jak sytuuje się w tym kontekście Bóg zero jeden, będący przecież historią (pierwszego?) spotkania z czymś nieludzkim (niezupełnie ludzkim?)?
Powieść Michała Kłodawskiego zdaje się podążać ścieżką wytyczoną przez Lema (trudno zresztą w polskiej fantastyce naukowej tych drogowskazów nie dostrzegać lub unikać): jest tu więc i sztafaż hard science fiction, i głęboki kosmos z jego dylematami poznawczymi oraz etycznymi, jest wreszcie konfrontacja z czymś (kimś?) na tyle obcym, by wywrócić ludzkie wyobrażenia o świecie ujętym w naukowe modele i schematy.
Zarazem jednak Bóg zero jeden oferuje oryginalne ujęcie tematu, zaglądając śmiało i bezceremonialnie pod podszewkę rzeczywistości, tam, gdzie Lem wypatrywał li tylko prześwitów, operując aluzją, niedopowiedzeniem i metaforą. Dla ortodoksyjnych wielbicieli fantastyki solaryjskiej spojrzenia te mogą wyglądać na zbyt śmiałe, ale tym, którzy gotowi są zajrzeć, oferują nową, fascynującą przygodę.
