Laudacja dla powieści „Rozdroże Kruków” autorstwa Andrzeja Sapkowskiego
Laudacja dla „Rozdroża Kruków” Andrzeja Sapkowskiego przygotowana przez prof. dr hab. Macieja Wróblewskiego, przewodniczącego Jury Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego.

Dlaczego Sapkowski wzbudza w nas zachwyt i miłość?
Dlatego, że stworzył Geralta, wiedźmińskiego superbohatera, o rysach niepospolitych i umiejętnościach nadzwyczajnych. To sprawia, że najnowsza powieść Rozdroże kruków. Wiedźmin – dla czytelnika wprawionego w bojach z polską fantasy oraz dla tego, który nie odróżnia Sapkowskiego od Pilipiuka – powinna być lekturą zalecaną.
Geralt uległ „mityzacji” także za sprawą gry komputerowej i serialu, a nie tylko powieściowej sagi. Jakkolwiek by nie oceniać wiedźmińskiej popularności, to z pewnością należy podkreślić Sapkowskiego umiejętność kreacji bohatera, który zaspokaja oczekiwania różnych czytelników. W Rozdrożu kruków odnajdą oni Geralta niby tego samego, dobrze znanego, ale cokolwiek innego. Dlaczego? Otóż pisarz zabrał nas do okresu, w którym wielkość i niepospolitość Geralta znajdowały się w fazie embrionalnej. Rozdroże kruków prezentuje go we wczesnej młodzieńczości. Nie wiem, czy to właściwe określenie dla wiedźmina, ale lepszego nie znajduję. Nadmienić warto, że metaforyczne znaczenie tytułu wskazuje na inicjacyjny charakter prozy, dodatkowo podkreślony choćby takim oto fragmentem:
Rozdroże. Miejsce symboliczne. Cztery drogi, w cztery świata strony. Miejsce wyboru i decyzji. Którą teraz przyjdzie ci podjąć, Geralcie. Wiedźminie Geralcie.
Kruki obsiadły wyższe gałęzie drzew. Krakały, przyglądając się jeźdźcom.
Potem Geralt jeszcze raz lub dwa znajdzie się na „rozdrożu kruków”, ale czytelnik znający wcześniejsze części będzie wiedział, że wiedźmińskie wybory były trafne, może nie najlepsze, ale zawsze z korzyścią dla przebiegu akcji.
Pisarz dołożył starań, abyśmy zapomnieli o Geralcie przez los doświadczonym i zaprzyjaźnili się z Geraltem „uczącym się” wiedźmińskiego rzemiosła. O tym świadczą rany zapisywane na jego ciele niczym tatuaże, które symbolizują ważne zdarzenia. Jak wiadomo, prequel ma cały szereg zalet, gdyż daje możliwość opowiedzenia ab ovo historii bohatera i świata (uniwersum), do którego został wpisany, nie szczędząc interesujących szczegółów z pierwszego etapu kształtowania się duszy, charakteru i zręczności superbohatera. Kłopotem dla pisarza jest natomiast świadomość tego, że oto trzeba powiedzieć coś nowego i z innej perspektywy o dobrze znanej postaci. Moim zdaniem Sapkowski wychodzi z tego niełatwego pojedynku obronną ręką Geralta. I w tym właśnie widzę największą wartość powieści Rozdroże kruków.
Kondensacja zdarzeń jest na tyle duża, że można odczuć tętno nie tyle samej akcji pełnej dynamicznych scen pojedynków, starć, tropienia, ale także dobrze oddającej proces dojrzewania i krzepnięcia głównego bohatera. Na pewno zwraca uwagę pojedynek wiedźmina z Frickiem w Oxenfurcie, ale także z bandą najemników, dzięki czemu powoli zaczyna zyskiwać rozgłos – choć jeszcze nie sławę. Wraz z rozwojem akcji coraz rzadziej mówi się o nim jako o „białowłosym chłystku z Kaer Morhen”.
Powieść zamyka walka ze skolopendromorfem. „Potworny” potwór wzbudza w nas obrzydzenie nie tylko swoim wyglądem, ale też i działaniem. Precyzyjne cięcia Geralta, umiejętność koncentracji i jednocześnie wzbudzanie w sobie żaru walki oraz poświęcenia pozwalają mu uratować dzieci i zaszlachtować bestię:
Długi na dobre dwa sążnie płaski, czerwonawy, segmentowany korpus, każdy segment wyposażony w parę ruchliwych jaskrawożółtych odnóży. Wielki, płaski, ciemnobrązowy łeb z parą długich czułków i potężnymi szczękami.
Na koniec kilka słów warto powiedzieć o kompozycji powieści. Doceniam wprowadzenie listów do struktury narracji. To z pewnością ożywia ją. Co prawda w żadnym liście nadawca się nie wywnętrza, ale mimo to pozwalają one czytelnikowi lepiej zrozumieć poboczne wątki historii młodego wiedźmina. Sapkowski niektóre rozdziały poprzedza cytatami w funkcji motta, a to z Raju utraconego Johna Miltona i Księcia Niccolò Machiavellego, a to z piosenki Into the Mystic Vana Morrisona i z Podań i legend polskich, ruskich i litewskich Lucjana Siemieńskiego. Mieszanka to iście wybuchowa! Czytelnicy niemało znajdą fragmentów z Szekspira, ale również natkną się na „błahostki” literackie, jak ta, która poprzedza rozdział szesnasty. Dlaczego tak? A dlaczego nie? Jeśli Geralt ma zaprawiać się w boju, dojrzewać, smakować życia, to czyż nie warto wpisać jego postać w tradycję kultury europejskiej dawnej i współczesnej?
