Dukaj Roku

[Szkic na temat powieści „Science fiction” Jacka Dukaja, uhonorowanej Główną Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego w 2012 roku, zaanonsowany wypowiedzią w panelu przez Michała Kubalskiego dn. 27.11.2012 w Domu Literatury w Warszawie]

 

Podczas rozmów ze znajomymi fantastami na temat nagrody im. Żuławskiego (czyli potocznie żuławia) zastanawialiśmy się nad szansami tego czy innego utworu literackiego. Właściwie za każdym razem dochodziliśmy do wniosku, że jeśli w danym roku Jacek Dukaj opublikował jakiś tekst, to inni autorzy są praktycznie bez szans – nagroda trafi do Dukaja właśnie. Ktoś rzucił nawet pomysł powołania osobnej kategorii „Dukaj Roku”, w której nagroda automatycznie szłaby do twórcy „Lodu” – jeśli tylko coś jego pióra ukazało się w danym roku. Zaś same żuławie przyznawane byłyby już innym autorom, z wyłączeniem Dukaja.

Pokazuje to jasno, jak bardzo Jacek Dukaj jest klasą sam dla siebie, jak bardzo jego książki monopolizują fantastyczne listy „muszę mieć”, gdy tylko się ukażą. Pomysł „Dukaja Roku” jest uznaniem tego faktu, ale i pewnym zaniechaniem. Bo przecież jeśli w danym roku Jacek Dukaj napisał powieść lepszą od powieści innych polskich autorów fantastycznych, to dlaczego miałby nie otrzymać nagrody za najlepszą powieść roku?

I tak stało się, po raz kolejny, w 2012 r. – za tekst opublikowany w 2011 r. p.t. „Science Fiction”, zamieszczony w antologii, ale spełniający warunki objętościowe powieści – jest bowiem (moim zdaniem) najlepszy spośród sześciu nominowanych do nagrody im. Żuławskiego. Ta zapętlona i nieposiadająca warstwy zerowej fabuła jest precyzyjnie i błyskotliwie skonstruowana, a każda z trzech linii fabularnych mogłaby stanowić podstawę osobnej powieści. Przy tym każda z nich sprawia czytelniczą frajdę – czy chodzi o rzut na głęboką wodę w wątku marsjańskim, czy obyczajowe obserwacje w wątku Caldwella, czy wreszcie o przepychanki naukowców w wątku pre-Matematycznym.

Jacek Dukaj w „Science Fiction” nie tylko tworzy ciekawe, zajmujące fabuły i wiąże je ze sobą w ściśle zaplanowany sposób. „Science Fiction” jest w pewnym sensie totalną powieścią – i to na każdym poziomie, nie tylko dlatego, że zaczyna się od początku wszechświata. Dukaj w tym tekście bawi się (i nas) tak na poziomie poszczególnych wątków, na wstędze Moebiusa je łączącej, ale także na poziomie stylu i języka, zmieniającego się całkowicie, w zależności od potrzeby wątku. I tak linia fabularna o naukowcach badających Matematykę jest napisana w stylu do złudzenia przypominającym „Głos Pana” Lema, wątek Caldwellowski przypomina „Spook country” Williama Gibsona, zaś wątek marsjański jest czysto „Dukajowski” (chociaż słyszałem też porównania do Żwikiewicza). To świadczy o tym, jak świadomym pisarzem stał się Jacek Dukaj, jak dobrze panuje nad tworzywem, czyli nad słowem i zdaniem.

A tym samym jego kolejny laur jest w roku 2012 zupełnie uzasadniony.

 

Michał Kubalski

28.12.2012.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *